Rozmowa z Girlboss: Beata Berendowicz

Pytania do Girlboss to cykl wywiadów, w których Kobiety sukcesu otwierają się i dzielą z nami swoimi przemyśleniami i doświadczeniami.  Szefową, która tym razem odpowiedziała na nasze pytania jest Beata Berendowicz.

Od ponad 20 lat jest bez reszty oddana pasji tworzenia fryzjerskich kreacji. Pracuje i edukuje w Akademii B&K i jej salonach, a także w pierwszej w Polsce Internetowej Platformie Fryzjerskiej step4hair.com. Ma na swoim koncie udział w międzynarodowych projektach skupiających najlepszych stylistów z całego świata. Współtworzyła pokazy na dużej scenie Teatru Narodowego, czesała dla Miss Polonia, Elite Model Look, Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu i Fashion Week Poland. Współpracuje z magazynami kobiecymi, m.in. „Twój Styl”, ,,Elle”, ,,Uroda życia”.

 

D: Największe wyzwanie, z którym musiała się Pani zmierzyć w biznesie?
BB: Mam ten komfort, że pewnymi problemami biznesowymi nie muszę się zajmować.  Większość z nich bierze na siebie mój mąż – to on głównie prowadzi nasz biznes. Dzięki temu mogę skupić się na twórczej stronie działalności i na pracy z klientem.Moim celem jest zaspokoić oczekiwania każdego klienta. Zawsze bardzo biorę sobie do serca wszelkie reklamacje.
Pamiętam klientkę, którą obsługiwałam jako bardzo młody fryzjer. Kobieta kilkukrotnie wracała na poprawki. Po raz pierwszy w życiu( i ostatni – nigdy więcej tego nie powtórzyłam) powiedziałam, że nie czuję się na siłach, żeby zajmować się jej włosami i że mogę jej polecić kilka zaprzyjaźnionych salonów. Kobieta powiedziała mi, że była już u wielu fryzjerów i mimo wszystko najlepiej radzę sobie z jej włosami. I dalej do mnie przychodziła.
Ta sytuacja była dla mnie trudna, w końcu zawsze moim celem było się nie poddawać, nie odmawiać, dać radę. Zawsze zadowolić klienta i wyjść na przeciw wymaganiom. Tutaj stwierdziłam, że to walka z wiatrakami. Grzecznie odmówiłam, a tu okazało się, że z dwojga złego robię to najlepiej.

D: Co uważa Pani za swoje największe zawodowe osiągnięcie?
BB: To, że po 20 – paru latach nadal jestem na rynku. To, że nadal piszą do mnie młode osoby. Że jestem dla nich inspiracją. To, że się nie wypaliłam ani wewnętrznie, ani w oczach innych fryzjerów. Nie wypaliłam się w oczach klientek i jeśli tylko jestem zdolna przyjść do pracy, to zawsze mam co robić. Nie muszę walczyć o klienta. Ale przede wszystkim cenię sobie to, że nadal kiedy jest poniedziałek, cieszę się, że mogę iść do pracy. Boli mnie kręgosłup, bolą mnie nogi, mogłabym tego nie robić, ale nadal mnie to kręci. Dzięki temu nie czuję, że pracuję.

D: Jak do tego dojść? Jak znaleźć zajęcie, które nawet po latach nadal tak bardzo cieszy?
BB: Zająć się tym, co w życiu sprawia Ci frajdę. Dobrze wybrać. Ale zaczynaj od szukania zawodu, jaki chciałabyś wykonywać.
Kiedy byłam mała, rozmawiałam wieczorem z mamą łóżku o tym, co lubię, a czego nie.
Czy lubię ludzi, czy lubię modę, czy lubię hałas, rozmowy. Czy czegoś się brzydzę. Czy lubię czyjś dotyk. Czy lubię biurko, papiery, liczby. Na podstawie tego szukałyśmy zawodów, które mogłyby mi sprawiać przyjemność. Poza fryzjerem były jeszcze dwa zawody: malarka – strasznie chciałam pójść do szkoły plastycznej i malować obrazy oraz architekt – chciałam projektować wnętrza. Potem przez sytuację życiową i to, że musiałam szybko stać się samodzielna i niezależna finansowo, z tych trzech zawodów padło na fryzjera. Jak widać wyszło mi to na dobre. Ale malować zawsze będę mogła, a aranżacja wnętrz nadal mnie interesuje.

D: Czy zdarzyła się Pani jakaś trudna sytuacja zawodowa, która wynikała z tego, że jest Pani kobietą?
BB:  W mojej branży przeważają kobiety, ale mimo wszystko mężczyźni mają łatwiej. Kobieta musi się postarać dwa razy bardziej. Kobiety przychodzą do fryzjera po komplementy, a niestety przedstawicielkom płci pięknej ciężko przychodzi komplementowanie siebie nawzajem.
Klientki chcą się poczuć piękne. Cześć z nich potrafi zobaczyć to swoje piękno w lustrze, we własnych oczach, ale większość z nich woli przeglądać się w cudzych.  A kobiety przeglądają się w oczach mężczyzny. I właśnie dlatego fryzjerzy mają łatwiej – w ich oczach kobieta szybciej dostrzega to, co chciała dostać.Jako fryzjerka musiałam się nauczyć komplementować klientki szczerze. Szczerze i po damsku.

D: Następne pytanie dotyczy tego, czego Pani nie lubi w prowadzeniu firmy.
BB: I to jest w sumie najprostsze pytanie – wszystkiego, czym prowadząc firmę się nie zajmuję. Nie lubię kontaktu mailowego i telefonicznego.  Wolę rozmawiać twarzą w twarz, jestem bardzo kontaktową osobą. Nienawidzę urzędów, banków. Nigdy nie wybrałam pieniędzy z bankomatu.

D: To możliwe?
BB: Mam kartę, umiem z niej korzystać, ale jestem niebankowa. Trochę bujam w obłokach. Jak jeszcze prowadziłam firmę sama, bardzo pomagała mi mama. Nigdy nie zapłaciłam ZUSu w terminie. Terminy działają na mnie jak płachta na byka i są po to, żebym je przekraczała. Nie dlatego, że nie chcę się ich trzymać. Po prostu nie potrafię. Muszę czuć się wolna, wtedy daję z siebie 300% normy. Jak mam narzucone granice, to jestem niewydajna. Prowadzenie firmy wymaga twardego stania na czterech łapach.

D: Co ceni Pani u swoich pracowników?
BB: Lojalność, szczerość, autentyczność. Bardzo nie lubię lizusów, którzy mówią to, co chcesz od nich usłyszeć. Cenię sobie szczerość, wierzę, że uczymy się na błędach. Jeśli robię coś długo, czuję się bezpiecznie i komfortowo, a wszystko się wszystkim dookoła podoba, tracę poczucie autentyczności i szczerości. Poza tym to mnie nie motywuje do zmian. Osiadam na laurach i jest nudno. A ja nie lubię jak jest nudno. Lubię konstruktywną krytykę i nie mam problemu z jej przyjmowaniem. Większość pracowników, czy nawet koleżanek boi się powiedzieć drugiej osobie coś, co jest dla niej niemiłe. Ale ja sobie to cenię, bo dzięki temu mogę popracować nad jakimś elementem, który może mnie udoskonalić. Moi pracownicy się wycwanili. Boją się ze mną rozmawiać, i piszą do mnie anonimowe listy. Tam mogą wyrzucić z siebie wszystko, co im przeszkadza. To jest bardzo mądry sposób. W końcu to jest normalne, że na atak pierwszą reakcją jest obrona. A tu chodzi o to, żeby się zdenerwować, ale potem to przeanalizować, przetrawić i nie zachowywać się już w ten sposób. Inaczej z nimi rozmawiać, pracować, zmienić się tak, jakby tego oczekiwali.

D: Jaką radę chciałabym Pani usłyszeć na początku swojej drogi biznesowej?
BB: Wiem, czego mi brakowało, ale nie wiem, czy byłam wtedy gotowa skorzystać z takiej rady. Życie uczy pokory, a młodym ludziom tej pokory brakuje. Mnie też jej brakowało.  Dzięki pokorze naprawdę można więcej zdziałać. Druga rzecz, którą chciałabym usłyszeć to to, że jeśli chcesz zmienić coś wokół siebie, musisz zacząć od siebie.
Cały czas się tego uczę. Zawsze lepiej skoncentrować się na sobie, na pracy nad sobą.Kiedy się nie ulega emocjom, łatwiej się wybacza i jest się w stanie więcej zobaczyć.
I jeszcze jedno. Młodzi ludzie często zadzierają nosa. Mają entuzjazm i pasję, ale zadzierają głowę tak wysoko, że nie widzą tego, co leży pod nogami. Warto czasem spuścić tę wodę sodową, głowę obniżyć i bardziej pokornie podchodzić do życia. Wtedy się szybciej dojdzie do tego etapu, o którym się marzy.

D: Co Panią inspiruje do ciągłego rozwijania swojego biznesu?
BB: Właśnie nie wiem.
D: Tak samo z siebie?
BB: Trochę tak.
Tę radość daje mi też to, że widzę, że mam bardzo duży wpływ  na życie innych osób. Wiem, że wywołuję uśmiech na ustach kobiet. Sprawiam, że czują się atrakcyjne. Te porzucone, czują się na nowo fajne. Mogę sprawić im przyjemność.Mam z tego dużą satysfakcję.
A jako instruktor, wiem, że potrafię dotrzeć do każdych drzwi. I taki mam właśnie cel. Staram się dotrzeć do każdego. Nie zawsze jest to przyjemne, nie raz są łzy. Nigdy nie mam na celu upokorzenia kogoś, tylko pokazanie mu jak może sobie poradzić w życiu, jak może coś osiągnąć. Dość mocno wchodzę emocjonalnie w każdą osobę. Czasami to zajmuje trochę czasu. Ostatnio na przykład siedziałam sobie ze znajomymi na drinku i nagle dostaję wiadomość od osoby, która była 3 lata temu na moim szkoleniu. Napisała mi o tym, że była kilka lat temu u mnie na szkoleniu, doprowadziłam ją do furii i do łez, nienawidziła mnie z całego serca, ale dzisiaj dziękuje mi za ten dzień, bo to dało jej nowe możliwości. To mnie też bardzo nakręca – to że nie pozostaję obojętna w sercach tych ludzi. Staram się pomagać innym ludziom w samorozwoju i osiągnięciu marzeń.

D: Czy jest jakaś kobieta biznesu, którą Pani podziwia?
BB: Podziwiam wszystkie kobiety, które są niezależne, które nie mają takiego wsparcia jak ja w postaci partnera, który bardzo pomaga mi biznesowo. Nie wiem, czy ja bym tak dała radę. Podziwiam te kobiety, które rozwijają swoje marki, swoje pasje i robią to same, bez zaplecza w postaci mężczyzny np.  Kulczyk, Eris, czy Kinga Rusin.
Często są to kobiety  po przejściach, które potrafią podjąć to ryzyko i zawalczyć o siebie. Podziwiam kobiety, które same dają sobie ze wszystkim radę i same wszystko ogarniają.