Jesienne porządki, by naszej pamięci i naszym telefonom żyło się lepiej

Przyszło nam żyć w czasach, w których jesteśmy przebodźcowane. Bywa, że budzimy się rano i nie możemy zorientować się, gdzie jesteśmy. I nie, nie chodzi o to, że trafiłyśmy do przypadkowego miejsca. Jesteśmy u siebie, ale wielość tego, co mamy do zrobienia sprawia, że nasz mózg jest przeciążony i potrzebuje chwili, żeby się zorientować, co się wokół niego dzieje. Dlatego korzystamy z różnego rodzaju aplikacji, które mają nam przypominać o wszystkim. O tym, żeby wstać, napić się wody, zjeść, odwieźć/odebrać dziecko, pójść na spotkanie z klientem, zjeść kolację z przyjaciółką. Poleganie jedynie na aplikacjach jest tak samo złe, jak przeciążanie naszego mózgu próbą zapamiętania wszystkiego. Musimy znaleźć osławiony złoty środek, żeby nie czuć permanentnego zmęczenia i nie być uzależnionym od aplikacji. Nie dajmy się zwariować, a dokładniej nie dajmy sobie zwariować. Co się stanie, gdy nasz smartfon odmówi posłuszeństwa, będziemy bez powerbanku i nie będziemy w stanie w żadne sposób podładować naszej pamięci podręcznej? Czy wtedy musi wydarzyć się katastrofa? Pewnie, że nie.

Najważniejszy jest świadomy wybór sposobu zapamiętywania.  

Warto przejrzeć, jakie aplikacje masz na telefonie i z ilu faktycznie korzystasz. Te, które są, bo ściągnęłaś je kiedyś, a teraz jedynie zalegają na telefonie najlepiej od razu odinstalować. Zrobienie jesiennych aplikacyjnych porządków niech będzie początkiem. Zastanów się też, czy te, z których faktycznie korzystasz, realnie poprawiają komfort Twojego życia, czy może przy każdym przypomnieniu dostajesz białej gorączki? Takie aplikacje też warto pożegnać.

Zwróć uwagę, czy przypadkiem nie jesteś maniaczką zapisywania wszystkiego na karteczkach, które gubisz albo notowania w notesach, w których zawsze jest jeden wielki raban, bo przecież zapisywałaś, tylko nie pamiętasz, w którym notesie/zeszycie, czy czymś jeszcze innym.

Ponieważ wielkimi krokami nadchodzi nowy rok, warto na spokojnie przemyśleć sprawę i wypróbować nowe rzeczy, tak by już od stycznia, mieć odpowiednie aplikacje, których nie będzie zwyczajnie za dużo. A przy okazji wyboru papierowej wersji notesu/kalendarza/planera trzeba sporo przemyśleć tak, żeby w jednym przedmiocie zmieścił się zapis wszystkiego, co niezbędne, by przypadkiem z braku miejsca ponownie nie popaść w karteczkowy szał.

Wszystko zapamiętam/wszystko zapiszę, co jest dla nas lepsze?

Te tak zwane analogowe opcje są lepsze od elektronicznych, bo ludzki mózg lepiej zapamiętuje to, co zapisane długopisem na kartce. Nie oszukujmy się, standardowy zapis trwa dłużej i nie wyskakują nam podpowiedzi słów, w dodatku łatwiej przegląda się papierowe zapiski. Jednak nie tylko analogowy zapis, czy część faktycznie wartych uwagi aplikacji ma znaczenie. Równie ważne jest ćwiczenie pamięci. Nie bój się zapomnieć. Na początek warto przestać robić listy zakupów, najwyżej jeszcze raz przejdziesz się do sklepu. Jeśli masz dzieci i męża, zobowiązuj również ich do zapamiętywania ważnych dla nich dat, nie bierz sobie całego datownika rodzinnego na głowę. Daj innym członkom rodziny szansę na bycie odpowiedzialnym. O współpracownikach nie wspominając. Warto wypracować sobie własny styl zapamiętywania tego, co ważne i pamiętać, że w głowie podobnie, jak w telefonie i notesie musi być miejsce na nowe dane 😉

Wiosna/lato, jesień/zima…

Raz na jakiś czas należy się zastanowić, które aplikacje są Ci potrzebne, z których notesów można zrezygnować i czy czasem nie za bardzo się rozleniwiasz, korzystając z zapisywania wszystkiego. A może, w drugą stronę, wchodzisz na zbyt wysokie obroty związane z próbą zapamiętania wszystkiego bez jakiejkolwiek pomocy. Raz na jakiś czas, może kierując się porami roku (?) ,warto poukładać sobie świat swojego zapamiętywania.